UWAGA! Poszukujemy autorów zinów! Jeżeli jesteś wydawcą zina lub znasz osobę, która wydawała umieszczonego w naszej bibliotece konkretnego tytułu napisz do nas. Masz stare ziny, które zalegają w twoim garażu lub strychu, podziel się, zeskanuj i wyślij  je do nas kontakt@zinelibrary.pl

Home O zinach Michał Schneck - Czym jest zin?

Michał Schneck - Czym jest zin?

Joomla Plugin

1. Czym jest fanzin?

argaiv1431

Angielski lingwista Tony Thorne, specjalizujący się w historii kultury, podaje, że fanzin (ang. fanzine) to słowo pochodzące od połączenia dwóch słów: fan – wielbiciel, fanatyk i magazine – pismo, magazyn[1]. Równie powszechnie używaną nazwą jest forma zin, która powstała poprzez odrzucenie dwóch pierwszych sylab ze słowa magazine[2]. Fanziny były czasopismami wydawanymi amatorsko już w połowie lat siedemdziesiątych przez kolekcjonerów komiksów, kinomanów, wielbicieli rock`n`rolla i muzyki country oraz fankluby różnych gwiazd[3]. Jednakże, jak dowiadujemy się z angielskiego artykułu Science Fiction Fanzines autorstwa Stephena Perkinsa, nazwa ta ma znacznie dłuższą historię.

Sam termin stworzony (coined) został w październiku 1940 roku na łamach fanzinu science fiction przez Russ’a Chauvenet`a. Przyjął się w gronie fanów literatury science fiction oraz fantasy - Science fiction fandom – następnie został zapożyczony przez inne grupy[4]. Jednak prawdziwą eksplozję „magazynów domowej roboty”, przynosi dopiero subkultura punk, która korzysta z nowych możliwości taniego fotokopiowania[5]. Słownik kultury postmodernistycznej podaje, że pierwsze punkowe fanziny tego okresu były drukowane techniką światłodruku lub litografii offsetowej – dotyczy to zwłaszcza fanzinów amerykańskich, natomiast modelowy fanzin brytyjski składał się ze spiętych kartek maszynopisu formatu A4, z odręcznie wypisanymi tytułami oraz był ozdobiony kiepskimi jakościowo czarno-białymi fotomontażami[6]. Celem fanzinów było krzewienie ideałów subkulturowych.

 

 

W definiowaniu zina pomocny jest tekst Wojciecha Kajtocha Co to jest zin?[7]. Według Kajtocha pismo musi spełnić 5 warunków, aby można je było zakwalifikować jako zin. Badacz zaznacza jednak, że nie musi spełniać tych warunków w równym stopniu. Tłumacząc tę teorię, autor powołuje się na przykład z dziedziny, którą się zajmuje, czyli z językoznawstwa, a dokładnie na teorię aktu mowy Romana Jacobsona: aby akt mowy zaszedł, musi być spełnionych sześć funkcji (ekspresywna, impresywna, poznawcza, metajęzykowa, poetycka, fatyczna) – ale każda z nich może przejawić się z niejednakową siłą[8]. Wojciech Kajtoch sądzi, że rzecz ma się podobnie z zinem i wyodrębnia 5 cech, które powodują, że pismo może zostać zaliczone do tego typu prasy[9]:

 

1. Powinien być twórczością indywidualną, tzn. dziełem pojedynczego człowieka lub grupy znajomych, a nie zespołu ludzi, który połączony jest sformalizowanymi więzami typu: stosunek do pracy lub podległość służbowa.

2. Powinien być integralny pod względem idei, która przejawia się w prezentowanych treściach, grafice, sposobie łamania czy używanym języku.

3. Powinien kontestować rzeczywistość, tzn. być medium służącym do wyrażania poglądów szeroko pojętej mniejszości, a nie być wyrazicielem większości (także szeroko pojmowanej); musi mieć pewną dozę przekory, niezależność myślową, choć trochę epatować i gorszyć kołtuna – jeśli nie wolnością i swobodą poglądów, to choćby ich skrajnością[10].

4. Powinien być przedsięwzięciem o charakterze niekomercyjnym, tj. nie powinien stanowić głównego źródła utrzymania redaktorów; pamiętać przy tym trzeba, że wydawanie zina nie musi generować strat, może przynosić zyski w postaci „wyjścia na zero” czy dodatkowych pieniędzy, zaznaczyć jednak trzeba, że wyklucza to życie z wydawania zina lub spieniężenie przedsięwzięcia, ponieważ wtedy, prędzej czy później, wydawca zina pójdzie na kompromis. Ponadto niekomercyjność znaczy, że kierowany jest do określonych osób, a nie do anonimowego masowego odbiorcy, co zakładałoby normalną dystrybucję.

5. Musi istnieć w postaci papierowej, a nie w tylko jako strona WWW, ponieważ wtedy nie byłby już prasą, wydawnictwem ukazującym się periodycznie, czy nawet nieregularnie, lecz byłby wtedy stroną, która jest tworem innym – raz wydanym, a potem jedynie zmieniającą swoją formę.

Zgoła inna, ale warta przytoczenia jest wypowiedź Jana Waluszki, twórcy i współpracownika wielu zinów. Waluszko w jednym z numerów Mać Pariadki wyłożył swoją „filozofię zina”:

 

Kiedy tworzę - tworzę dla siebie, czasem dla przyjaciół - współpracowników, towarzyszy w poszukiwaniu źródeł… i nie dbam, o to, czy to się komuś spodoba, czy ktoś to kupi… Ważne, że podczas tworzenia czuje to „coś”(…) Skoro już o powielaniu mowa – wyznaję koncepcję sztuki lokalnej, środowiskowej, której twórcy są jednocześnie jej odbiorcami i nie istnieją bierni płacący pieniędzmi za możność „poczytania sobie”[11]

 

 

 

Michał Schneck



[1] Tony Thorne, Mody Kulty Fascynacje, Słownik pojęć kultury postmodernistycznej, Warszawa 1999, s. 94.

[2] M. Lewandowski, op. cit., Poznań 2007, s. 17.

[3] T. Thorne, op. cit., s. 94.

[5]T. Thorne, op. cit., s. 94.

[6] Ibid., s. 94.

[7] W. Kajtoch, Co to jest zin?, „Ulica Wszystkich Świętych. Miesięcznik Mail Artu”, nr 7(21), 2001, s. 4.

[8] Ibid.

[9] Ibid.

[10] Ibid.

[11] Marcin Pielużek, Mać Pariadka – anarchistyczny reprezentant prasy alternatywnej, Kraków 2003 (praca mgr w depozycie Wojciecha Kajtocha).