UWAGA! Poszukujemy autorów zinów! Jeżeli jesteś wydawcą zina lub znasz osobę, która wydawała umieszczonego w naszej bibliotece konkretnego tytułu napisz do nas. Masz stare ziny, które zalegają w twoim garażu lub strychu, podziel się, zeskanuj i wyślij  je do nas kontakt@zinelibrary.pl

Home O zinach Michał Schneck - Trzeci obieg Piotra Wierzbickiego cz. 1

Michał Schneck - Trzeci obieg Piotra Wierzbickiego cz. 1

Joomla Plugin

Wersja pdf

argaiv1587

 

Trzeci obieg Piotra Wierzbickiego – część pierwsza.

Pietia, a właściwie Piotr Wierzbicki, urodził się w 1963 roku w Warszawie[1]. Pochodzi z rodziny inteligenckiej. Wierzbicki ukończył Liceum Ogólnokształcące nr 1 im. B. Limanowskiego[2], które opisane jest w książce Jarosława Abramowa-Newerlego Lwy Wyzwolone, i studiował filozofię na Akademii Teologii Katolickiej i Uniwersytecie Warszawskim[3], lecz jej nie ukończył. W wywiadzie w City Magazine wspomina po latach: Byłem punkiem i uczyć mi się nie chciało, skończyłem trzy semestry filozofii, i to głównie po to, by nie iść do wojska. Może gdybym wybrał historię, lepiej by mi szło[4].Jeszcze przed wydawaniem zina autor pisywał opowiadania w stylu mroczno-kafkowsko-syrrealistycznym, które były drukowane w latach osiemdziesiątych m.in. na łamach czasopism Na przełaj oraz Fikcjach i Faktach[5]. Sam autor o tych wydarzeniach pisze tak:

 

Jeszcze przed tym całym zamieszaniem zine'owym  miałem poważny odjazd na pisanie. Napisałem sporo opowiadań i nawet trochę wierszy, coś mi tam nawet drukowano w "Na Przełaj". Potem to się bardziej w publicystykę fanzine'ową przerodziło[6].

 

W 1985 roku rozpoczyna wydawanie zina Qqryq. Główną przyczyną wydawania zina w przypadku Pietii był punk rock, z którym się zetknął w liceum.

 

Dla mnie wszystko zaczęło się od muzyki. Jak większość nastolatków na przełomie lat 70/80-tych słuchałem klasycznego rocka – Led Zeppelin, Deep Purple, te klimaty… Pewnego dnia, zdaje się na początku 1981, na szkolną imprezę, odbywającą się u jakiegoś znajomego, ktoś przyniósł nagraną na kasecie płytę zespołu Dead Keenedys, która mnie poraziła. Nie wyobrażałem sobie wtedy, że można było tak grać, że może istnieć muzyka tak agresywna, a jednocześnie tak spójna. To wrażenie pamiętam do dziś. Później zacząłem dalej zagłębiać się w ideologie i teksty (…)[7].

 

Pietia w czasach licealnych zawarł znajomość ze Zbyszkiem, który także zarażony był wirusem punk rocka. To właśnie przez niego poznał zespół Dezerter, gdyż Zbyszek był bratem Roberta Matery gitarzysty Dezertera, będącego nim zresztą do dzisiaj. Zaznaczyć trzeba, że przed wydawaniem zina, autor próbował swoich sił na polu punk rocka jako basista, jednakże z bratu talentu porzucił tę czynność. Pierwszymi zinami, z którymi się zetknął i zainspirowały go do wydawania swojego pisemka były: Papier Białych Wulkanów czy Szmata – nie pamięta, ale prawdopodobnie coś wydawanego przez Góralskiego z Kryzysu, a także zin Azotox grupy Dezerter. Autor jako źródło inspiracji podaje także zachodnie fanziny („Fallout”, „Toxic Waste”, „Maximum Rock'n'Roll”), jak również kolaże Maurycego Gomulickiego[8]. Pietia wspomina:

 

W dzielnicy Żoliborz, gdzie mieszkałem, popularne stało się tworzenie jednostronicowych wyklejanych gazetek. Zajmował się tym m.in. Maurycy Gomulicki. Ja też robiłem najpierw takie wyklejanki, by w 1985 roku wydać pierwszy numer Qqryq[9].


                Pietia swoje ziny robił w trudnych realiach, „trzeci obieg” tworzyło się za pomocą nożyczek i kleju, potem maszyny do pisania, a na końcu, od zina 14., także przy pomocy komputera. Była to żmudna, ręczna praca. Każdy zin, aż do 16/17 miał właściwie skład ręczny. Makieta pisma powstawała poprzez wklejenie na kartkę fragmentów wyciętych tekstów i ilustracji, które następnie powielano na ksero[10]. Wiązały się z tym pewne problemy, ponieważ, jak wspomina Pieta, mimo, że ksero nie było wtedy drogie, to większy problem był z dostępem do niego. W oficjalnych punktach obsługowych najczęściej nikt nie podejmował się, lub zwyczajnie nie chciał, odbijać takich treści[11]. Dlatego też gotowy zin powielano najczęściej dzięki znajomości z ludźmi, którzy mieli dostęp do ksera w pracy i mogli odbić kilkadziesiąt egzemplarzy na zakładowym sprzęcie[12].

Pierwszym drukowanym na offsecie zinem był zin nr 14, wydany w lutym 1990 roku. Było to pierwsze pismo, do którego stworzenia Pietia wykorzystał komputer – przedtem używał jedynie maszyny do pisania. Miał do niego dostęp dzięki temu, że pracował w zakładzie wydawniczym jednej z fundacji, która dysponowała prymitywnym składem komputerowym. Wtedy to Pietia wraz z najbliższymi przyjaciółmi/ współpracownikami złożył się na druk – zaznaczyć trzeba, że były to już początki firmy Qqryq Productions. Od tej pory wszystkie numery, aż do ostatniego (nr 18 wydanego w maju 1993 roku) były tworzone przy pomocy składu komputerowego[13]. Autor jednakże zaznacza, że właściwie jedynym zinem wykonanym całościowo przy pomocy składu komputerowego, był zin nr 18, czyli ostatni, co potwierdza poniższy cytat:

 

(…) każdy nr aż do 16/17 miał właściwie skład ręczny. Nie było całościowego składu komputerowego. Pojawił się on w 14 numerze, ale wtedy mówiąc szczerze, używałem komputera tylko jako nieco lepszej maszyny do pisania. Całkowicie złożony komputerowo był nr 18, matryce wszystkich wcześniejszych numerów to były wyklejane ręcznie makiety[14].

 

Wyszło 18 numerów Qqryq, a tak właściwie to 16, ponieważ pierwszy numer nigdy się nie ukazał – zostały zrobione tylko matryce, a numer 16 i 17 były ze sobą połączone[15]. Pierwszy zin został wydany w 1985, a ostatni w 1993 roku. Oczywistym faktem jest, że Qqryq jako pismo trzecioobiegowe działało poza radarem PRL-owskiej cenzury, jednocześnie będąc w opozycji do drugiego obiegu – wydawnictw politycznych ówczesnej opozycji. Niszą Qqryq była kontrkultura, którą oczywiście w owym czasie był punk[16], toteż pismo ukazywało się nielegalnie, gdyż w ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej legalne wydawanie zina nie byłoby możliwe. Nielegalnie wyszło 14 numerów pisma (od numeru 2. do 15.). W roku 1989, za sprawą transformacji, wydawnictwa alternatywne, a więc także zin Qqryq, znalazły się w nowej sytuacji. 11 kwietnia 1990 roku przyjęto ustawę, która zniosła cenzurę w Polsce, a co za tym idzie, zniknął jeden z najważniejszych powodów istnienia drugiego i trzeciego obiegu. Jak dowiadujemy się z wycinka Gazety Wyborczej zamieszczonym na łamach Qqryq:

 

(…) wydawnictwa niezależne do 31 sierpnia mogą działać na dotychczasowych zasadach. Wydawcy, którzy po tej dacie będą prowadzić działalność bez rejestracji, a więc i płacenia podatków, zostaną potraktowani jak przestępcy gospodarczy[17].

 

Wobec takiej sytuacji Qqryq postanowiło zalegalizować własną działalność, tworząc spółkę cywilną Qqryq Productions[18], która automatycznie stała się wydawcą zina, tak więc legalnie wyszły ostatnie 2 numery Qqryq – nr 16/17 oraz 18. Redakcja informowała: Nie uśmiecha się nam perspektywa włóczenia się po sądach i status „przestępcy gospodarczego”, a to jest niestety zagrożenie bardzo realne dla zine’a o nakładzie powyżej 3000 egzemplarzy[19].Poza tym przymiarki do legalizacji działalności Pietia zaczął trochę wcześniej, bo w 1989 roku. W zinie nr 14 redakcja informuje o pomysłach na legalizację działalności w formie nieokreślonej (padają słowa firma, stowarzyszanie, fundacja), za sprawą której mogliby zrobić o wiele więcej, skończyć z prowizorką (która na taką skalę już nie wystarcza), a zarazem być uczciwymi w stosunku do was i do siebie[20]. Zaznaczyć trzeba, że legalizacja działalności nastręczyła Pietii wielu problemów ze środowiskiem hc/punk, gdyż wielu ludzi było temu przeciwnych i potępiała takie postępowanie[21].

Głównym „redaktorem” pisma, który decydował o całokształcie zina był Pietia, wyjątkiem był ostatni numer zina (18), kiedy to jego funkcję przejął kolega Stasiek. Osobami, które wchodziły w skład „redakcji” nazywanej w Qqryq „redfukcją” prócz Pieti byli: Stasiek, Zbyszek i Kwiatek. Jak wspomina Pietia: Staśka, rasowego warszawskiego punk rockowca ze śródmiejskiej załogi, poznałem w 86 albo 87 roku[22]. Stasiek właściwie Darek Stewula działał w Qqryq od 1987 roku do momentu swojej śmierci w 1994 roku. Zbyszek, czyli Zbigniew Matera poznany w liceum, najbliższy współpracownik i prywatnie przyjaciel Pietii. To właściwie on razem z Pietią wydali większość zinów. Wierzbicki wspomina, że w wydawaniu zina głównie pomagali mu Zbyszek i Stasiek poprzez pisanie recenzji, przeprowadzanie wywiadów itd. Kwiatek - Darek Kwiatkowski – działał w Qqryq wraz ze żoną Iwoną, niestety na skutek różnicy zdań, znajomość została przerwana i współpraca ustała. Nadmienić trzeba, że oprócz stałych współpracowników pisma, swój wkład w powstawanie kolejnych numerów mieli także inni członkowie subkultury, których pseudonimy niekiedy wymieniane były w „stopce redakcyjnej”, lub też redakcja po prostu dziękowała wszystkim „przyjaciołom” pisma, którzy przyczynili się do jego wydania.

Ziny wychodziły w różnych formatach: A4, A5, B5, w postaci spiętych spinaczem kartek, choć bywało, że nie były spinane w ogóle. Kartki łączono na wiele sposobów. Pietia w 1987 roku (od nr 7 Qqryq) zaopatrzył się w zszywacz na wysięgniku, który umożliwiał mu spinanie kartek w formatu A4 i A5 na kształt szkolnego zeszytu. Przedtem było to bardzo trudne, gdyż normalne zszywacze nie sięgają tak daleko. Z tego powodu Qqryq nr 5 i 6 został wydany w postaci pojedynczych kartek A4 zszytych z boku[23].

Z nakładem zina bywało rożnie. Życie Warszawy podaje, że: Na starcie „Qqryq“ miał jedynie kilkuset czytelników, niemniej liczbę tą udało się podwoić zaledwie w ciągu roku(…)[24]. Pietia podaje, że pierwszym poważnym nakładem był zin nr 3, który ukazał się w liczbie 50 sztuk. Nakład od nr 4 do 13 wahał się w granicach 100 – 200 sztuk, a od zina nr 14 nakład wynosił ponad 3 tysiące sztuk[25]. Jedyna konkretna liczba wydań pada w numerze 15, w którym redakcja informuje, że ten zin wydrukowano w liczbie 4000 notabene liczba ta pojawia się przypadkiem, przy okazji informacji o decyzji legalizacji wydawnictwa Qqryq[26]. W tym miejscu należy zaznaczyć, że liczba wydań zina nie jest tożsama z liczbą ludzi, do których docierał. Sam Pietia uważa, że od numeru 6/7musiał docierać do kilku tysięcy osób, ludzie sobie wtedy pożyczali różne rzeczy, zine`y też[27]. Potwierdzenie tej liczby znajdziemy także w artykule Inny obieg autorstwa Pawła Dunina-Wąsowicza, który podaje w nim, że zasięg gazetek trzeciego obiegu można szacować na kilkanaście tysięcy osób w wieku 17 – 27 lat, głównie mieszkańców miast [28]. Tak więc ilość osób, do których docierał zin wydaje się wiarygodna, tym bardziej, że oprócz charakterystycznej dla tej subkultury i czasów – wymiany – trzeba wspomnieć o tym, że liczba wyjściowa wydań zina ulegała zmianie poprzez „spontaniczne dodruki”, o których wspomina Robert Tekieli w artykule Fuckty[29]. „Redakcja” ‘nawoływała’ do dzielenia się zinem: Mamy nadzieję, że nie zamkniesz go [zina – M.S] w szafie pancernej, ale dasz przeczytać swoim koleżankom i kolegom, tak jak ty spragnionym wieeeedzyyyy[30]. Zin Pietii był najbardziej opiniotwórczym fanzinem muzycznym kręgu hc/punk wymienianym w każdym (ze skądinąd nielicznych) artykułów, traktujących o trzecim obiegu[31]. Warto zaznaczyć, że Robert Tekieli miał o fanzine Qqryq pochlebne zdanie. W artykule Fuckty przy okazji przeglądu zawartości pisma napisał: Qqryq to jedno z punkowych pisemek podziemnych; poziomu pracy redakcyjnej mogłoby mu pozazdrościć wiele „poważnych” periodyków niezależnych[32]. Pietia wspomina, że Qqryq był jednym z najpopularniejszych fanzinów, na czele z Anteną Krzyku Arka Marczyńskiego[33]. O fakcie popularności i opiniotwórczości pisma może świadczyć stała kolumna w Qqryq, recenzująca wychodzące w Polsce ziny. Zaznaczyć trzeba, że do pisma wielu wydawców innych zinów wysyłało swój, prawie wszystkie nadesłane zine'y były recenzowane. Jeden z czytelników, wydawca zina Gównoprawda, wysłanego redakcji do recenzji napisał o Qqryq tak: Qqryq stało się pierwowzorem (…) dla wielu jego kopii z innymi tytułami i grafiką, ale z tymi samymi wywiadami i kapelami[34].

Ceny zina były zróżnicowane, lecz zawsze były to drobne kwoty. Pierwsza cena pojawia się dopiero na zinie nr 9. Na okładce widnieje zapis, że pismo może kosztować maksymalnie 150 złotych, z kolei na przedostatnim zinie 16/17 widnieje cena 14000 złotych. Warto pamiętać, analizując ceny ostatnich numerów Qqryq, o tym że koniec lat 80. i początek lat 90. były okresem niestabilnym dla polskiej gospodarki. Ludzie mieli wtedy „wypchane portfele”, lecz banknotami o wielkich nominałach, a jednocześnie małej wartości nabywczej, dlatego na rosnącą cenę zina trzeba patrzeć przez ten pryzmat. Działalność wydawnicza nie przynosiła Pietii dochodu – wydawanie zina traktował raczej jako hobby. Jak sam mówi, nie zarabiał na wydawaniu pisma: Zazwyczaj wychodziłem na zero[35]. Podawanie maksymalnej ceny na okładce zina miało swoje uzasadnienie obiektywne. Zdarzało się, że nieuczciwy kolporter, próbował się wzbogacić kosztem wydawcy oraz członka subkultury. Działania takie były piętnowane przez redaktorów na łamach pisma. Oto jeden z przykładów:

 

Przeprosiny należą się załodze z Białegostoku. Na skutek nieuczciwości jednego z dystrybutorów „Qqryq” było sprzedawane w tym mieście po 300 zł. Działo się to bez naszej wiedzy. Sprawę pogarszają jeszcze dialogi typu: Kupujący: Dlaczego sprzedajesz po 300? Przecież Pietia sprzedaje po 150. Sprzedający: Chujom sprzedaje po 300. Oświadczamy, że zarówno chujom jak i niechujom „Qqryq” sprzedawane jest po 150 zł. Taka cena jest podawana na okładce, więc nie dajcie się nabierać różnym cwaniaczkom. Jeśli zauważycie, że ktoś sprzedaje „Qqryq” po zawyżonej cenie, to możecie mu spokojnie nastukać[36].

 

Przy okazji ceny zina, pojawia się kwestia dystrybucji pisma. Pismo swoim zasięgiem obejmowało, jak już wspomniałem, kilka tysięcy członków subkultury. Qqryq było zinem o zmiennej objętości, wychodzącym nieregularnie. Co prawda istaniały plany, aby było kwartalnikiem, lecz nigdy do tego nie doszło: Niestety nasze zapewnienia o tym, że będziemy wydawać jeden numer co 3 miesiące okazały się picem na wodę (…)[37]. Zdarzało się nawet, że zin pojawiał się raz w roku, co dotyczyło nr 16/17, który pojawił się równo rok po 15 numerze, czy nawet po półtorarocznym okresie, jak ostatni numer pisma, ale najczęściej zin wychodził 2-3 razy do roku. Prenumerata nie była wykonalna, o czym pisała redakcja:

 

prenumerata Qqryq jest niemożliwa, bo Q wychodzi nieregularnie, ma zmienną objętość, a co za tym idzie nie można określić kiedy następny numer się ukaże i określić jego ceny. Natomiast spoko, praktycznie każda osoba, która do nas napisała trafia do czegoś w rodzaju „banku adresów” i będzie przez nas powiadamiana o naszych kolejnych wyskokach typu: nowy numer Qqryq, ewentualnie nowości wydawnicze, ciekawe akcje w kraju typu koncerty itp. [38]

 

Jak więc działała dystrybucja tegoż fanzina? Oczywiście rzecz odbywała się wewnątrz trzeciego obiegu, czy jak woli Paweł Dunin-Wąsowicz Innego Obiegu[39]. Kolportaż Qqryq przebiegał głównie drogą pocztową. Zaznaczyć należy, że więzi środowiskowe były dość silne i działacze sceny znali się nawzajem dobrze, o czym świadczy brak adresu pocztowego do redakcji zina, co może wydawać się współczesnemu badaczowi dziwne w połączeniu z rozsyłaniem zina przez pocztę. Brak danych adresowych w stopce redakcyjnej paradoksalnie nie przeszkadzał nikomu w korespondencji. Dane adresowe pierwszy raz ukazały się dopiero w zinie nr 15, a więc dopiero po 5 latach wydawania pisma. We wcześniejszych numerach pojawiały się jedynie informacje typu: Jeżeli interesują was kasety, fanziny, naszywki wydawane w Polsce, to zgłaszajcie się do mnie.[podpisane – M.S]Pietia[40]. Warto przytoczyć też informację zamieszczoną we wstępniaku do nr 13:

 

Jak zwykle nie podajemy adresu i to nie ze strachu przed SB, a ze strachu przed utonięciem w stercie listów, których i tak dostajemy multum. Kto naprawdę chce to i tak do nas trafi. Poza tym staramy się rozprowadzać „Qqryq” przez rozbudowaną sieć kolporterów[41].

 

Ponadto, jak wynika z lektury zina, sieć dystrybucji pomimo problemów, czy to z nieuczciwymi kolporterami, czy z niezbyt sprawnie działającą Pocztą Polską, która nie zawsze dotrzymywała terminów (informacje o tym pojawiają się w zinach początku lat 90. [42]), działała sprawnie, o czym mogą świadczyć informacje podawane przez redakcję: Chcemy też wyjaśnić, że z poprzednimi numerami zine`a, o które wielu z was pyta, naprawdę jest bardzo

krucho, po prostu już ich nie mamy[43]. W zinach 14 i 15 także pojawiają się wiadomości o braku zinów. „Redakcja” informuje, że może jedynie przesyłać numery aktualne tj. 14 i 15, a jedynym sposobem pozyskania wcześniejszych numerów pisma jest zgłoszenie się do lokalnych dystrybutorów, którzy być może posiadają jakieś pojedyncze wcześniejsze numery pisma[44]. Oczywiście taki obieg wykluczał zarabianie na tym pieniędzy i wszystko odbywało się po prostu na zasadzie zwrotu kosztów. Jako anegdotę można podać, że Wąsowicz wspomina, iż prawdziwą plagą było wtedy mydlenie znaczków, w celu ponownego ich użycia[45]. Prócz tej dystrybucji, pismo było także rozprowadzane przez Pietię podczas koncertów oraz po nich, natomiast od 1991 roku na zainicjowanej przez niego w Warszawie Krajowej Giełdzie Czadowej w Hybrydach[46].

Główną treścią zinów była tematyka okołomuzyczna, z dużym naciskiem na scenę zagraniczną. Mam wrażenie, że zin między innymi właśnie dzięki temu był aż tak popularny – informacje na temat zagranicznej sceny powodowały przyciąganie większej liczby czytelników. Jednym z pism, na którym Wierzbicki mógł się wzorować było amerykańskie pismo hc/punk Maximum Rock`n`Roll, o którym na początku wydawania swojego pisma – w Qqryq nr 5 pisał: (…) to prowadzona, przez Tima Yohanana zawdzięcza swą popularność temu, że nie koncentruje się tylko na amerykańskiej scenie, ale stara się ogarnąć, co się dzieje się w całym światowym punk rocku[47]. Wszystkie materiały związane z zagranicą Pietia otrzymywał drogą pocztową, ponieważ korespondował z zachodnimi punkowcami, zespołami i wydawcami zinów. Jak wspomina Pietia początkowo: Adresy brało się najpierw z tych nielicznych zine'ów pożyczanych od znajomych i potem się to rozwijało[48]. Oczywiście niezbędną rzeczą do komunikowania się z zagranicznymi kapelami, była dobra znajomość języka angielskiego, którą Pietia posiadał na poziomie komunikatywnym, co odróżniało go znacznie od większości punków. W Polsce ze znajomością angielskiego wśród tej subkultury było wtedy bardzo źle, o czym może świadczyć chociażby przykład z koncertu No Means No w Warszawie z roku 1990:

 

Zabawna rzecz przyszła do głowy Andyemu [wokaliście zespołu – M.S] przez dłuższy czas przed koncertem rozmawialiśmy [Arek Marczyński – przeprowadzający wywiad i Andy] o tym, że polska publiczność nie rozumie ani słowa z tego, o czym No MEANS NO śpiewa. Andy podczas koncertu w Warszawie zrobił eksperyment. Na prośbę: „Chcę zobaczyć ilu was jest, niech każdy który tu jest podniesie rękę do góry” w górę podniosły się dwie czy trzy ręce… Niby w tym, że w Polsce nie zna się języków obcych nie ma nic odkrywczego, jednak tzw. scena niezależna katuje się w głównej mierze muzyką anglojęzyczną, a w wypadku takiego zespołu jak NO MEANS NO muzyka jest tylko częścią tego co mają do przekazania[49].

 

Dlaczego polskie punki nie znały angielskiego? Być może przyczyną było to, że w programie nauczania szkolnego zamiast angielskiego był rosyjski. Pietii to nie przeszkadzało, ponieważ w szkole podstawowej chodził na dodatkowy kurs języka angielskiego, a także uczył się sam z tekstów piosenek punkowych, czy potem z zagranicznych fanzinów[50]. O znajomości języka angielskiego i o możliwościach po latach mówi tak:

 

Nie przesadzałbym z tym moim angielskim, jest w miarę poprawny i komunikatywny, jak na dzisiejsze standardy mocno średni. Wtedy owszem, mało ludzi znało angielski, ale też bez przesady, jak się chciało można się było nauczyć[51].

 

Angielski, oprócz komunikacji z zagranicznymi członkami sceny punk czy potem hc/punk, przydawał się Pietii podczas wydawania samego zina. Na jego łamach pojawiały się bowiem przetłumaczone teksty piosenek zagranicznych zespołów, wywiady z zagranicznych zinów, a także przetłumaczone listy punków. Warto zaznaczyć, że prawie każdy zin Pietii był zaopatrzony w anglojęzyczny tekst informujący o zawartości konkretnego numeru, najczęściej objętości jednej strony zina, w którym pojawiały się także informacje o polskiej scenie punk, a także niekiedy o sytuacji społeczno – politycznej w Polsce. W planach zespołu Qqryq było także wydawanie anglojęzycznej wersji zina. W nr 16/17, pojawia się informacja: Od numeru niniejszego „Qqryq” wydawane będzie w dwóch wersjach językowych – polskiej i angielskiej. Wersja angielska ukaże się w sierpniu[52]. Niestety informacje te okazały się tylko deklaracjami, Pietia w liście napisał: żadne anglojęzyczne numery się nie ukazały, był to jeden z niezrealizowanych pomysłów[53]. Sam pomysł, wydawania zina po angielsku wydaje się być pokłosiem faktu, że Qqryq, prócz tego, że było jednym z zinów o największym zasięgu, także docierało na zachód. Pietia wspomina: bardzo dużo zine'ów wysłałem na zachód do swoich korespondentów, dla nich to było totalne zaskoczenie, ze jest coś takiego za żelazną kurtyną. Sporo Qqryków docierało również do NRD i Czechosłowacji[54]. Niestety brak informacji o dokładnych danych ilościowych wysyłanych zinów. [CDN]

                        Michał Schneck



[1]Dunin-Wąsowicz Paweł, Varga Krzysztof, Parnas bis: słownik literatury polskiej urodzonej po 1960 roku, s. 145

[2]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[3]Dunin-Wąsowicz Paweł, Varga Krzysztof, ibid.

[4]Kilian Anna, Flint  Marcin, Drugie życie anarchisty,

[5] Dunin-Wąsowicz Paweł, Varga Krzysztof, op. cit.

[6]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[7]Marciniak Damian „Młody”, Punk rock to getto,

[8]Maurycego Gomulickiego, obecnie znanego artystę sztuk wizualnych.

[9]Rarek Sebastain, RISERCZ: Zine's not dead,

http://www.aktivist.pl/tekst/tId,354 [dostęp dnia: 10.05.2010]

[10] Rarek Sebastain, ibid.

[11]Korespondecja mailowa z Piotrem Wierzbickim

[12] Rarek Sebastain, op. cit.

[13] Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[14]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[15] Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[16]Rarek Sebastain, op. cit.

[17] Qqryq nr 15, s. 2.

[18]Qqryq Productions, prócz wydawania zina zajmowało się także wydawaniem kaset z nagraniami zespołów i organizowanie koncertów muzyki kręgu hc/punk. Członkowie firmy nie ograniczali się tylko do polskiej sceny, jeździli na zachód, by zdobywać licencje na wydawanie kaset, a także na zarobek, który pozwalał na funkcjonowanie firmy. Firma Qqryq Productions zina przestała wydawać w 1993 (ostatni zin nr 18), przerzucając swe siły na działalność fonograficzną. Wydawnictwo zakończyło ostatecznie swą działalność w 1999 roku. Z dorobkiem prawie 100 kaset.

[19]Qqryq nr 15, s. 2

[20]Qqryq nr 14, s. 2.

[21]Spory wokół legalizacji pisma będą osobną częścią podrozdziału.

[22]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[23] Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[24]Kilian Anna, Flint  Marcin, op. cit.

[25]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[26] Qqryq nr 15, s. 2.

[27]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[28]Dunin-Wąsowicz Paweł, op. cit., cf. Paweł Dunin Wąsowicz, Xeroferria, 2002r., s. 4.

[29]Tekieli Robert, Fuckty, op. cit., s. 149.

[30]Qqryq nr 4, s. 2.

[31]Tekieli Robert, op. cit. cf. Dunin-Wąsowicz Paweł, op. cit.

[32]Podziemie w defensywie, „Brulion”, 1988 nr 7-8, s. 212.

[33]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[34]Qqryq nr 16/17, s. 28.

[35]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[36]Qqryq nr 10, s. 2.

[37]Qqryq 14, s. 2.

[38]Qqryq nr 16/17, s. 3

[39]Dunin Wąsowicz, op. cit.

[40]Qqryq nr 8, s. 2.

[41]Qqryq nr 13, s. 2.

[42]Qqryq nr 15, s. 3. cf. Qqryq nr 14, s.3.

[43]Qqryq nr 13, s. 2.

[44]Qqryq nr 15, s. 3. cf. Qqryq nr 14, s.3.

[45]Dunin-Wąsowicz, op. cit.

[46]Kilian Anna, Flint  Marcin, op. cit.

[47]Qqryq, nr 5, s. 4.

[48]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[49]Qqryq nr 15, s. 23-24.

[50]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[51]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[52]Qqryq nr 16/17, s. 3.

[53]Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.

[54] Korespondencja mailowa z Piotrem Wierzbickim.